tysiąc niewypowiedzianych myśli
22:09:03 wtorek, 23 lutego 2010
tysiąc niewypowiedzianych myśli, wciąż
trwam w niesmaczności podwieczorka,
który zjadłem czas jakiś temu
było inaczej, jakby lżej
drepczę w samotności, dobrze tak
i rzucam tym, dalego tak, od siebie
odrywam płatka kawałek po kawałeczku,
unoszę się w przeświadczeniu, doskonałości
przyjdź i skarć mnię za to ciasteczko
rozterki, które były potem
tęsknoty odejdą, przetrwać pozwolą nam
buty ojca schowade tak daleko pod schodami,
odrywam się od ziemskiej uciechy doskonalenia
zawodowego osiągać nie będę? tylko ten
tysiąc niewypowiedzianych myśli
samobójstwo
20:02:44 wtorek, 23 lutego 2010
czasami zastanawiałem się dlaczego ludzie wogóle o tym piszą i nigdy nie rozumiałem... nie da się tego zrozumieć... nie da się zrozumieć dlaczego ktoś chce się tym podzielić...
tak naprawdę nie chcę się tym dzielić, bo nie mam na to odwagi, wierzę że napisanie o tym sprawi, że te myśli same odejdą, że będę widział przyszłość kolorowo, jak parę miesięcy temu...
JAK SIĘ CZUJĘ?
inaczej, czuję się pusty, brak mi energii, brak pozytywnego myślenia i to trwa. mówi się, że w czasie depresji człowiek przechodzi huśtawkę nastrojów, a ja nie... u mnie to trwa wciąż... przez cały czas nie mam ochoty... mógłbym tak siedzieć i nie myśleć, albo myśleć, bo chyba to robię cały czas i nawet staram się na siłę wmówić sobie, że będzie dobrze, jednak to nie skutkuje...
MIAŁEM PLAN!
o tak, miałem doskonały plan! miało być pięknie i kolorowo, miałem być szczęśliwy i się rozwijać, a teraz co...? moje życie na tym właśnie polegało, że planowałem bo tylko w ten sposób potrafiłem trwać... niecałe dwa miesiące temu ktoś odważył się ten plan zrujnować... konsekwencją był pobyt w szpitalu, operacja, długa rekonwalescencja...
CO TERAZ?
teraz miała nastąpić wielka chwila, miało być pięknie, miałem rozpocząć nowe życie, które poprzez wyżej wymienione czynniki zostały zatrzymane... jednak co chwile pojawiają się nowe utrudnienia, coś staje na przeszkodzie i nie da się zrobić tego kroku na przód...
sam nie wiem, czy napisanie o tym mi pomogło...
będę spełniać marzenia właśnie twoim kosztem...
19:38:03 poniedziałek, 15 lutego 2010
spełniam marzenia...
nie twoje, nie jej i nie jego - spełniam własne. robię to z pełną premedytcją... przez dłuższy czas robiłem to, co miałem robić. z pewną dozą wyrafinowania dzień w dzień przychodziłem do pracy. z pewną dozą nieszczerości dzień w dzień uśmiechałem się i mówiłem same 'ładne rzeczy'. po to, by później z pełnym zastanowieniem odejść... z niesamowicie wielkim zdumieniem na twarzy słuchałaś... no bo że jak to? przecież mi dobrze - a tak właśnie - bo robiłem to by w końcu móc spełniać marzenia... by było mi lepiej...
tak więc wybacz, jeśli gdzieś po drodze Cię zranię, ale jakoś świat mnie nauczył, by za bardzo się nie przejmować...
będę spełniać marzenia właśnie twoim kosztem...
Witam - Tęskniłem za Wami...
17:27:47 wtorek, 9 lutego 2010
tak się zastanawiałem, pisać czy nie pisać... wszyscy starzy znajomi już chyba odeszli bądź nie przedstawiają już swoich poglądów... a ja nie wiem... czasem wydaje mi się, że mi to pomoże. Że jeśli napiszę, to łatwiej będzie to wszystko przemyśleć, przetrawić i przez to prześć...
nie będę opisywać co dzieje się wewnątrz mnie, to i tak wyjdzie w najbliższym czasie...
póki co mówię:
Witam - Tęskniłem za Wami...
czekanie...
20:17:42 niedziela, 6 grudnia 2009
nie moge sie doczekac, pozostaly mi jeszcze trzy tygodnie do powrotu... sylwester ze znajomymi, czas spedzony z rodzina, to jak bylo zanim wyjechalem... tak bardzo nie moge sie doczekac.... tesknie, tesknilem i tesknic juz nie chce... czekanie...
po dlugiej przerwie...
19:08:39 wtorek, 7 lipica 2009
nie bylo mnie tu dlugo, jakos wogole mniej obecny bylem... szukalem, myslalem, rozpatrywalem... za i przeciw...
tesknilem i wracalem, a pozniej znow wyjezdzalem... i tak przez juz ponad dwa lata... bawilem sie dobrze...
cieszy mnie, ze w koncu znalazlem odpowiedzi, ze juz wiem czego chce...
stwierdzilem - wracam... podjalem decyzje i juz w styczniu bede znow w polsce... nie ukrywam - ciesze sie, doczekac sie nie moge i mysle tylko o przyszlym roku... nowe miejsca, nowe twarze, nowa praca, studia (nie nowe, bo pierwsze)... nie moge juz sie doczekac mieszkania nad morzem...
to byl taki w miare szybki update co sie dzialo... bo nie da sie przeciez opisac miesiecy w kilku zdaniach...
pozdrawiam Was wszystkich i mam nadzieje, ze i Wy powrociliscie na mylog
xXx
cholera, tylko żebym się nie zakochał
09:31:51 piątek, 28 listopada 2008
nie pisałem, ale i nie byłem tęskniony... nie żegnałem się bo i nie miałem z czym, nie odchodziłem przecież...
zakończyłem wszystko, co zakończyć miałem i o wiele lepiej mi z tym...
mówisz,
że ja za nim tęsknię... być może i tęsknię, pewnie tęsknię, no pewnie, że tęsknię, ale tylko czasem, w tych małych momentach, kiedy już sobie nie radzę kompletnie...
mówisz,
że wciąż go kocham... pewnie kocham, ale co mnie to może obchodzić, nie kocham już 24/7, kocham tylko wtedy, kiedy już kompletnie nie mogę, kiedy kochanie go wydaje się najbardziej racjonalne...
mówisz,
że wciąż go pragnę... nie pragnę, pragnę jego wzroku zwróconego w moją osobę, chcę tego światełka, które rozbłyska szczęśliwie od czasu do czasu, teraz jednak zwróconego na kogoś innego... i nie wiem czemu, jakoś mi już nie żal...
mówisz,
że chcę do niego wrócic... i się mylisz, nie możesz i nie chcesz w to uwierzyć, nie chcesz zrozumieć, że już nie chcę, że częściej niż kocham to gardzę, nie możesz pojąć, że mogę nie chcieć i zwyczajnie najzwyczajniej już się odkochać...
nie chcę nikogo, chociaż inni nie potrafią w to uwierzyć, to nie jest pokuta dla samego siebie, po prostu jestem w stadium życia kiedy mam swoje plany i nie chcę nikogo na swojej drodze, bo każdy taki byłby tylko utrudnieniem... chcę realizować marzenia i pierwszy raz w życiu szczęśliwie i z pełną satysfakcją dla siebie mówię, że nie chcę z nikim być, że tak mi dobrze, że niech się starają, ale ja i tak nie chcę, ja się bawię we wszystkich tego słowa znaczeniach...
nie potrzeba mi miłości, jeszcze nie teraz, może za kilka lat...
cholera, tylko żebym się nie zakochał
pustka
00:02:21 niedziela, 27 lipica 2008
czasami czuję taką pustkę... taką całkowitą, bez cienia zwątpienia... taką, której nie potrafię nawet opisać... kiedy wszystko jest tylko zwątpieniem i nie można tego w żaden sposób zastąpić i nie można tego naprawić...
czasami chcę zrobić już tylko jedno... ale nie potrafię...
każdy mówi, że należy wierzyć w marzenia, tylko, że czasem sam wiem, że one i tak się nie spełnią... i nawet chociaż nie wiem co bym zrobił, wiem, że nic się nie stanie...
mówi się, że trzeba robić wszystko, żeby być szczęśliwym... więc dlaczego do ciężkiej cholery myślę o innych...
nie potrafię i chyba nie chcę potrafić...
nie umiem zmienić swojego życia, mogę je tylko kontynuować takim jakim jest...
nie potrafię być na tyle odważnym, by zmieniać...
każdego dnia
15:42:17 środa, 25 czerwca 2008
a gdyby tak
móc posiąść smak
i choć na chwile zbliżyć się do ziemi
poczuć jej dotyk
w kamieniu odnaleźć litość
i trwać tak w bezruchu
a gdyby tak
móc posiąść wiedzę
i choć na chwile poczuć miłość świata
umierać w ekstazie
pękać od przytłaczającej miłości
i każdego dnia tak, każdego dnia tak
bez wzgledu na to jak bardzo bedzie bolalo rozstanie...
22:31:20 czwartek, 22 maja 2008
po tygodniach oplakiwania...
udawanego chorowania, by nie trzeba bylo pracowac...
upijania sie do nieprzytomnosci...
pozniejszego udawania, ze wszystko jest wporzadku i znow plakania...
po spodkaniach raz w tygodniu...
po ciaglym nierozumieniu...
po wciaz powtarzanym sobie wierzeniu...
w koncu po dojzeniu...
po powiedzeniu sobie, ze to juz...
po powolnym wstawaniu z kleczek...
po przyznaniu samemu sobie, ze juz potrafie...
wlasnie tego nastepnego dnia...
ZADZWONIL
i jakos tak, nagle wszystko znow wrocilo... jakos tak, w jednej sekundzie znow bylismy razem... znow jestesmy...
czasem zastanawiam sie, co wydarzylo sie podczas Jego wakacji we Francji, bo oczywistym jest, ze cos wydarzyc sie musialo... ze poczul...
no wlasnie, czy poczul... czy mozliwe jest, ze znow kocha...
czy moze uwierzyl slowom swojego przyjaciela, ktorych ja mialem nie slyszec...
'on jest najlepszym co moglo cie spodkac...'
nie chce sobie pochlebiac, bo to ja uwazam, ze to On jest najlepszym, co spodkalo mnie do tej pory...
jednak, czy i jak bedziemy znow razem...
czy mozliwe jest, ze znow od tak zacznie mnie kochac... czy po tygodniach bycia razem, znow zimnie chlodno powie, ze On nie wie, ze On mnie nie kocha...
boje sie tego... z drugiej strony...
sam wiem, ze niejako na to czekam... czekam na jakis ten jeden dzien, kiedy zadzwoni i powie, ze nie wie, ze lepiej bedzie osobno...
i choc nie chce to wlasnie wiem, ze ktoregos dnia tak sie stanie...
poki co, mysle o tym prawie kazdego dnia... tak samo kazdego dnia tesknie za nim i czekam na spodkanie, czekam by znow Go dotknac, by moc pocalowac, by popatrzec w Jego radosne oczy... by widziec te szczera radosc bycia razem...
tesknie za Nim, tesknie bardzo... teraz to ja wyjechalem, tylko albo i az dwa tygodnie bez Niego daja sie we znaki... nie moge go zobaczyc, przytulic, po prostu byc obok...
wiem, ze jak wroce to bedzie wszystko dobrze, wiem, ze i On teskni i czeka na dzien mojego powrotu...
jednak co bedzie pozniej...
nie chce tak oczekiwac na koniec...
chce sie zadurzyc bez umiaru...
chce jeszcze mocniej Go kochac, jezeli jeszcze mocniej mozna...
bez wzgledu na to jak bardzo bedzie bolalo rozstanie...
tesknie
22:41:29 czwartek, 17 kwietnia 2008
tesknie... czasami tesknie...
tesknie za codziennymi powrotami do domu... do prostych pytan jak minal dzien... do odgrzanego obiadu i spaceru z psem... tesknie do prostego zabijania czasu telewizja, godzin spedzonych przy Internecie, wyjsc na zakupy...
tesknie za cieplem, przytuleniem, usmiechem... tesknie za uczuciem w czterech scianach...
tesknie za rodzina...
czy kiedykolwiek stworze wlasna... czy w prostym wyrazie 'rodzina' odnajde swoje brzmienie... kazdy z nas zapytany o rozumienie slowa 'rodzina' odpowie, ze jest to matka, ojciec i dzieci... czy mam wiec prawo do stworzenia wlasnej rodziny...
wedlug wikipedii rodzina to 'zwiazek intymnego, wzajemnego uczucia, wspoldzialania i wzajemnej odpowiedzialnosci, w ktorym akcent pada na wzmacnianie wewnetrznych relacji i interakcji'
czy rodzina moga byc przyjaciele...? pewnie tak, jednak i do czasu, czasu w ktorym owi przyjaciele zaloza swoje 'rodziny'...
chcialbym stworzyc wlasny, cieply dom, do ktorego wracalbym po pracy, w ktorym czulbym sie naprawde dobrze, gdzie wiedzialbym ze jestem we wlasciwym miejscu...
tak trudno jest zaczac wszystko od nowa... trudno jest wmowic sobie, ze juz trzeba sie podniesc, ze trzeba isc... ze chociaz wszyscy wkolo mysla, ze juz minelo w srodku wciaz tak samo boli i pali... ciezko jest isc dalej, gdy za kazdym razem staram sie cofac i wierzyc, ze jeszcze razem stworzymy cos razem, chociaz wiem, ze jest to niemozliwe...
tesknie za tym czyms, za cieplem, ktore jakos dziwnie nie wiem kiedy odeszlo...
czas trwania...
14:39:25 środa, 26 marca 2008
staram sie... zrozumialem, w koncu...
przez caly ten czas drecze sie pytaniem, co by bylo gdybym nie przytaknal, gdybym sie nie zgodzil... czy dalej bylibysmy ze soba...?
'masz dobre serduszko Slonko ze pozwalasz mu odejsc'
tak powiedziala, Ona, Agatka... a co, jesli tam w srodku ja tylko mysle, zeby biec ile sil w nogach do niego, stanac w drzwiach i powiedziec 'nie', ze sie nie zgadzam, ze tak nie mozna, ze ja kocham...
nie zrobie tego... wiem, ze i On cierpi, ze go boli, ze teraz oboje musimy to przezyc i nauczyc sie zyc osobno... nawet jesli to tak boli...
a ja...? jest dopiero trzynasta trzydziesci a mojej glowie az huczy od nadmiaru procentow w winie... to jakos nie pomaga... pomaga co najwyzej zasnac na chwile...
nawet nie mam juz czym plakac... moze i lepiej...
chcialbym tak obudzic sie z dala od calego zgielku, bolu i nicosci... obudzic sie obok niego, otworzyc oczy i wiedziec, ze patrzyl tak na mnie juz od dluzszego czasu, pocalowac i widziec ten usmiech...
odszedl
16:32:12 sobota, 22 marca 2008
odszedl,
a z nim czastka mnie
duzo wieksza niz ja sam
odeszedl,
a Slonce za oknem dziwnie za mocno
swieci
odszedl,
i nawet wspomnienia bola,
nie pozwalaja wstac
odszedl,
a razem z nim cala magia
tych swiat...
odszedl,
a z nim jego usmiech
jego mocne przytulania
odszedl,
nie wroci juz, a ja tylko chce
by byl szczesliwy...
kazdego dnia jest mi lepiej...
16:30:19 czwartek, 28 lutego 2008
zapominam, a czemu mialbym tez pamietac...
zucalem palenie, ale juz przestalem zucac...
mam Ciebie, chociaz na wakacjach jestes...
jestem tu, z dala... a jednak zawsze obok Ciebie...
siedzac samemu czasem mysle, ze dobrze zrobilem, bo najlepiej rozmysla sie o tym, co juz sie zrobilo, gorzej jest wybrac dobrze. jednak nigdy tez nie dowiedzialbym sie, czy to, co mam byloby dobre lub zle, gdybym tego nie sprobowal...
czy zaluje? nie... chyba nie, bo i dlaczego mialbym zalowac... zaluje innych rzeczy, ktorych juz zreszta nie zmienie...
czego chce? nie wiem, to jest chyba najgorsze, ale mimo to jakos tak inaczej jest...
czy wydoroslalem? nie, chyba nie, bo i po co...
czy licze? czy potrzebne mi liczby? tak, bo liczyc musze, nie musialbym liczyc, gdybym mieszkal z rodzina...
czego chce...? czego pragne...?
cholera wiem - kota chce - :-) tylko, ze kazdy w kolo mowi, ze nie potrafilbym sie nim zajac...
eh tam... mimo wszystkiemu naprzeciw...
ide pod prad... znow... czy bedzie mi lepiej? moze kiedys...
chociaz...
kazdego dnia jest mi lepiej...
przeliczenia
13:25:52 piątek, 11 stycznia 2008
5dni - tyle pozostalo do spodkania, tesknie za Wami, ale nie jest az tak zle...
7miesiecy - tyle czasu minelo odkad wyjechalem z Polski - czas szybko leci... nie potrafie uwierzyc, ze to tak szybko minelo...
4mieciace - tak dlugo mam Ciebie przy sobie i wiem, mowie glosno Kocham
chociaz nie zawsze jest tak jak chce, nie kazdego dnia jestem jakim chcialbym byc, to mysle, wiem, ze to co sie dzieje jest gdzies poukladane...
p.s.
tez Cie kosiam Robaczku :)